Wojtek Przewodnik

← Relacje

Dolina Baryczy rowerem: dwa dni wśród stawów

Organizator wyjazdu: Follow me!

Dwa dni w siodle: w sobotę z Milicza do Żmigrodu, w niedzielę z powrotem. Po drodze stawy i trzciny, mural Szurkowskiego, samolot na postumencie, gigantyczny metalowy komar i ryba na obiad. A na deser choinkowe bombki.

Uczestnicy wyjazdu przed Bistro u Zośki w Żmigrodzie

Dzień pierwszy · sobota, 29 sierpnia

Z Milicza przez stawy do Żmigrodu

Zaczęliśmy w Miliczu i od razu było wiadomo, po co tu przyjechaliśmy. Dolina Baryczy to stawy, groble, trzciny i lasy, a my mieliśmy dwa dni, żeby się tym porządnie nacieszyć.

Jeszcze w mieście zatrzymaliśmy się przy ruinach pałacu Maltzanów i przy muralu z Wisławą Szymborską. Potem miasto skończyło się zaskakująco szybko.

Ruiny pałacu Maltzanów w Miliczu Mural z Wisławą Szymborską w Miliczu

Stawy Milickie to ogromne kompleksy wody, więc jedzie się nimi długo i przez cały czas jest na co patrzeć. Trzciny, ptaki, groble, a jeden ze stawów był tak zarośnięty rzęsą, że wyglądał jak zielona łąka.

Karpie hoduje się tu od wieków. Hodowlę w okolicy wprowadzili cystersi, a udoskonalili ją Kurzbachowie, którzy dostali Milicz pod koniec XV wieku i dzięki karpiom bardzo go rozwinęli. Samo Stawno to 31 stawów na ponad 1700 hektarach, a cały kompleks bywa nazywany największym zespołem stawów w Europie.

Widok z góry na staw i trzciny Trzciny nad stawem Staw otoczony trzcinami Czapla biała i łabędź na tafli stawu Czapla w trzcinach, widziana zza dębowych liści Staw widziany spod drzew Kłosy traw na pierwszym planie, w tle staw
Droga wzdłuż stawu Piaszczysta droga przez pola Szutrowa ścieżka w lesie Grupa na ścieżce nad stawem Staw całkowicie zarośnięty rzęsą Pomnik Schwarza (1889–1934) w lesie przy trasie Gigantyczny metalowy komar przy drodze

W lesie trafiliśmy na kamienny pomnik Schwarza z lat 1889–1934, a przy drodze stał metalowy komar, i to w skali, której w sierpniu nad stawem wolałbym nie spotkać. Dobrze, że tylko metalowy.

Potem wróciliśmy w okolice Milicza przez Krośnice. Tam czekał mural Ryszarda Szurkowskiego. Pod muralem zrobiliśmy grupowe zdjęcie, a obok obejrzeliśmy samolot Jak-11 na postumencie i kolorowego karpia.

Grupa pod muralem Ryszarda Szurkowskiego w Krośnicach Samolot Jak-11 w Krośnicach Kolorowa rzeźba karpia

Szurkowski to jeden z najwybitniejszych polskich kolarzy i człowiek stąd, ze Świebodowa, który leży około 6 km od Krośnic. Cztery razy wygrał Wyścig Pokoju (w latach 1970, 1971, 1973 i 1975), w 1973 roku został mistrzem świata, a z igrzysk olimpijskich w 1972 i 1976 roku przywiózł dwa srebrne medale w drużynowej jeździe na czas. Zmarł w lutym 2021 roku.

W Krośnicach zachowały się też XIX-wieczne domy z rudy darniowej, czyli rudy żelaza wydobywanej z bagien. Ruda była tania i pod ręką, a kopano ją tam, gdzie później powstały stawy. Dom ze zdjęcia, prawie cały schowany pod bluszczem, to właśnie Dom z żelaza.

Dom z żelaza w Krośnicach, prawie cały schowany pod bluszczem
Dom z żelaza w Krośnicach, prawie cały schowany pod bluszczem

Dalej pojechaliśmy w stronę Żmigrodu trasą imienia Szurkowskiego. W Praczach ktoś urządził przy drodze całą scenkę: milicyjna furgonetka, pod nią dwa strachy na wróble z butelką i życzeniami „Za bezpieczny tykend, Władziu". Kawałek dalej siedziało towarzystwo z brzozowych kłód, z rowerem i kwiatami w koszyku.

Dekoracje w Praczach: milicyjna furgonetka i strachy na wróble Rowerzyści z brzozowych kłód i biały rower z kwiatami
Leśna droga w popołudniowym słońcu Przy mapie Doliny Baryczy Ścieżka rowerowa wzdłuż pola kukurydzy Wieczorna droga między polami

Do Żmigrodu dojechaliśmy wieczorem, w świetle, w którym ruiny pałacu i wieża w bluszczu wyglądają jak z pocztówki. Stanęliśmy pod rzeźbą z rowerów przy Żmigrodove Roverlove i przywitaliśmy się ze Smokiem Rowerzystą, który zamieszkał w mieście w kwietniu 2019 roku.

Noc spędziliśmy w Stanicy Rowerowej, która była naszą bazą noclegową i trudno o lepsze miejsce dla rowerzystów. Jest tu garaż z serwisem, wygodne pokoje i pomieszczenia do wspólnej integracji, a cały obiekt jest po remoncie i ma w sobie prawdziwy rowerowy klimat. Stanica mieści się w zespole pałacowo-parkowym, tuż nad Baryczą, w dawnym budynku mieszkalnym, który dostosowano do potrzeb rowerzystów.

Rzeźba z rowerów przy Żmigrodove Roverlove Pod tablicą Stanicy Rowerowej w Żmigrodzie Wnętrze Stanicy Rowerowej w Żmigrodzie Smok Rowerzysta z Szlaku Żmigrodzkich Smoków Wieża w Żmigrodzie w bluszczu, wieczorem Ruiny pałacu w Żmigrodzie w świetle zachodu Czerwony rower na ceglanej ścianie Rowerzysta odlany z brązu

Pierwszy dzień zakończyliśmy zmęczeni, ale zadowoleni, w świetnej atmosferze. A przed nami było jeszcze jutro, i to z Muzeum Bombki w programie.

Dzień drugi · niedziela, 30 sierpnia

Z Żmigrodu do Milicza: śniadanie, ryba i bombki

Drugi dzień zaczęliśmy od solidnego śniadania w Bistro u Zośki w Żmigrodzie i tu muszę się na chwilę zatrzymać. Gospodarze, atmosfera, podejście do gości i samo śniadanie zasługują na MPR, czyli Miejsce Przyjazne Rowerzystom, pisane wielkimi literami!

Serdeczni ludzie, dobre jedzenie i miejsce, w którym rowerzysta czuje się po prostu mile widziany. Tak właśnie powinna wyglądać turystyka rowerowa od strony gospodarzy.

Pokryta bluszczem wieża w Żmigrodzie Ruiny pałacu w Żmigrodzie za dnia Rzeka z liliami wodnymi wśród łąk Niebo nad łąkami i belami siana

Po śniadaniu ruszyliśmy wzdłuż Baryczy w stronę stawów. Spokojne drogi, groble, wielkie tafle wody, lasy i ptaki. To jest krajobraz, który z roweru widzi się zupełnie inaczej niż zza szyby samochodu.

Kaczki na stawie Las odbity w tafli stawu Chmury odbite w stawie Selfie nad stawem

W Rudzie Sułowskiej zrobiliśmy sobie dłuższy postój. Najpierw Muzeum Tradycji Rybactwa Stawów Milickich i Doliny Baryczy: drewniana stodoła pełna koszy i sieci, a w środku dawne biuro z maszyną do pisania i telefonem, przy którym ktoś z nas od razu odebrał połączenie.

Potem punkt obowiązkowy, czyli ryba ze Stawów Milickich. Obiad zjedliśmy w Gospodzie 8 Ryb. Po porannych kilometrach smakował dokładnie tak, jak powinien.

Wnętrze Muzeum Tradycji Rybactwa Stawów Milickich i Doliny Baryczy Dawne biuro w muzealnej ekspozycji Stary kredens w muzealnym wnętrzu Obiad w Gospodzie 8 Ryb w Rudzie Sułowskiej: smażona ryba z frytkami

Skoro mowa o rybie, to warto wiedzieć, skąd się bierze. Karp rośnie tu trzy lata. W maju odbywa się tarło, w płytkich i zarośniętych stawach, a młode rybki przechodzą potem przez coraz większe stawy i dostają zboże, kilka razy w tygodniu. Prawdziwy odłów zaczyna się w październiku: spuszcza się wodę, ryby zagęszcza się sieciami i przenosi do sortowni. Na koniec trafiają jeszcze do płuczki, żeby pozbyć się mulistego posmaku.

Z Rudy Sułowskiej pojechaliśmy dalej w stronę Milicza. Po drodze, w Sułowie, zajrzeliśmy do ośmiokątnego kościoła z muru pruskiego, a potem znów były stawy. Można tu przejechać kilkadziesiąt kilometrów i prawie cały czas mieć coś ciekawego przed oczami.

Ośmiokątny kościół w Sułowie
Ośmiokątny kościół w Sułowie

W samym Miliczu zatrzymaliśmy się jeszcze przy plenerowym akwarium z rybami Stawów Milickich i przy wąskotorowym taborze: stary wagon, a obok niebieska lokomotywa z uśmiechniętą buzią, jak z bajki. Dołożyliśmy też jeszcze odcinek na wschód od miasta i z powrotem.

Stary wagon przy ścieżce rowerowej im. Ryszarda Szurkowskiego Niebieska lokomotywa z uśmiechem w ekspozycji taboru wąskotorowego Akwarium z rybami ze Stawów Milickich Akwarium plenerowe w Miliczu Dwóch uczestników przy akwarium

Na koniec odwiedziliśmy Muzeum Bombki. Zupełnie inny świat niż stawy i rowery: okrągłe gabloty z ręcznie malowanymi bombkami, rzędy szklanych Mikołajów, lustrzane kule pod sufitem i bombka dolnośląska ze wzorem ludowym. Milicz słynie nie tylko z karpi, ale i z choinkowych ozdób, i było to świetne zakończenie weekendu.

Ręcznie malowane bombki w okrągłej gablocie Sala Muzeum Bombki z lustrzanymi kulami i czerwonymi ścianami Szklane Mikołaje w gablocie Bombka dolnośląska zdobiona wzornikiem dolnośląskim

Na koniec

Podziękowania

Dziękuję całej grupie za te dwa dni. Za dobrą atmosferę, punktualność, współpracę na trasie i cierpliwość. Najlepsze w takich wyjazdach jest to, że wracamy z nich nie tylko ze zdjęciami, ale i z historiami, z których śmiejemy się jeszcze długo.

Cieszy mnie też, że w Polsce przybywa dobrych tras i miejsc, które rozumieją rowerzystów, jak właśnie Bistro u Zośki czy Stanica Rowerowa w Żmigrodzie. Dolina Baryczy jest świetnym przykładem regionu, który naprawdę warto poznawać na dwóch kołach.

Peleton jedzie pod słońce
Peleton jedzie pod słońce

Wracamy zmęczeni, ale z głowami pełnymi widoków i z pomysłami na kolejne wyprawy. Dziękujemy, Dolino Baryczy. Do zobaczenia na kolejnych kilometrach!

Wojtek | Przewodnik Rowerowy

Sezon 2027

Chcesz być z nami w sezonie 2027?

Zapisz się do newslettera, a dam Ci znać o zapisach jako pierwszemu.

Zapisz się do newslettera

Kontakt

Masz pytanie?

Napisz lub zadzwoń. Chętnie opowiem o wyprawach, trasach i o tym, jak się przygotować.